sobota, 11 sierpnia 2012

Klasyka

W ubiegły piątek prosto po pracy wybrałem się na zdjęcia do Knurowa. I wszystko było tak jak zawsze, czyli zgodnie z planem, ale nie wiem przez kogo układanym. Gorąc okropny, trasa długa, bo około godziny autobusem z Gliwic. 
Dotarłem na miejsce, wspiąłem się na szczyt hołdy, rozstawiłem statyw i sprzęt. I lunęło. A jak...
Zaplanowane jakby ktoś stał z zegarkiem na reku przy włączniku ulewy. Po prostu co do minuty obliczone kiedy miało lunąć. Mając doświadczenie, nie ruszam się już od dawna bez parasolki, bo wiem, że zawsze jest potrzebna. Mógłbym zacząć wyliczać ile razy się przydała, ale nie się co nerwować niepotrzebnie. Ale nic to, postanowiłem, że przeczekam stojąc na górze. Po półgodzinie zacząłem mieć wątpliwości czy to aby na pewno dobry pomysł, bo lało jak z cebra non stop a do tego zaczęło grzmieć. Gdy rozpatrywałem powrót to nagle zza chmur wyszło słońce i towarzyszyło mi podczas ulewy. Na szczęście jakieś 10 min później przeszło i mogłem w końcu spokojnie fotografować piękne widoki na kopalnię w dole oraz okoliczne zakłady na horyzoncie. Ale co nawyzywałem co się da to moje. No i powrót też klasyka - bus co miałem nim jechać wypadł i czekałem na kolejny jakieś 1,5h. Chyba kiedyś zacznę spisywać moje wyprawy...


I wspomniany deszcz:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz