środa, 23 listopada 2011

KWK Makoszowy

Kopalnia Makoszowy od zawsze była dla mnie niezwykłym miejscem. Zanim ją pierwszy raz ujrzałem, znałem ją z kilku zdjęć oraz z komina, który widywałem prawie codziennie z okien pociągu na trasie na uczelnię. I właśnie jednego dnia z powodu remontu torowisk, trasa do Katowic wiodła między innymi starszym szlakiem pasażerskim (na którym pociągi nie kursowały od kilku lat), czyli przez Kochłowice, Bielszowice i Makoszowy właśnie. Nawet celowo wybrałem ten skład osobowy, ponieważ niektóre pociągi miały normalny kurs. I był to strzał w dziesiątkę, ponieważ w ten sposób miałem niepowtarzalną okazję popodziwiać przemysłowe krajobrazy do tej pory nie znane moim oczom. Pamiętam dokładnie jak jechałem obok tytułowej kopalni, jak pociąg wręcz wlókł się niemiłosiernie, tak jakby na moje życzenie - nagle moim oczom ukazały się pozostałości po koksowni - osmalone betonowe zabudowania wieży węglowej i całego kompleksu, który wtedy jeszcze stał (niestety nie miałem aparatu ani nie wróciłem tam, gdy koksownia jeszcze stała) oraz ogromnych rozmiarów gruba.  Po drodze mijałem jeszcze m.in kopalnię Bielszowice i mieniącą się w oddali KWK Wirek ale nie zrobiły one ma mnie takiego wrażenia jak Makoszowski moloch. Takich miejsc obecnie brakuje na Śląsku - nie ma już (poza Dębieńskiem) kompleksów koksowniczo-górniczych albo koksowniczo-hutniczych. Szkoda.
Poniżej umiesciłem trzy (podobne w zasadzie, ale świadomie tak wybrane) zdjęcia stalowych wież kopalni Makoszowy (z pominięciem basztowej, bo najmniej interesującej). Jeszcze stoją prawie wszystkie - z dwóch syjamskich jedna jest okrojona ze swojego stalowego brata bliźniaka a niebawem podobny los czeka drugi podwójny zestaw.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz