poniedziałek, 2 lipca 2012

Industriada 2012

Długo wyczekiwany dzień miłośników techniki oraz przemysłu już za nami. Jaka była trzecia edycja Industriady? Po pierwsze - gorąca! Po drugie - udana. Oczywiście opieram się na swojej trasie Industriady, bo było kilka wpadek z tego co mi wiadomo. Po trzecie - niestety jednodniowa, co skutkuje tym co zawsze, czyli niemożliwością bycia we wszystkich interesujących miejscach, a jest ich sporo. 
W tym roku udało nam się zawitać w cztery, zrezygnowaliśmy z piątego (szyb Maciej) ze względu na niemiłosierny skwar i ukrop oraz by móc na spokojnie zwiedzić, pooglądać i po prostu spędzić dobrze czas bez bieganiny, której nie brakuje na co dzień. W planach była jeszcze EC Szombierki, ale nie dotarła do mnie informacja, że na zwiedzanie trzeba było się wcześniej zapisać. 
Trasę zaczęliśmy więc od Górnośląskich Kolei Wąskotorowych w Bytomiu - prawdę mówiąc, pierwszy raz tam byłem, nie wiem dlaczego w zasadzie nigdy nie dotarłem do tego zakątka wcześniej. Na miejscu była możliwość nauki jazdy drezyną, malowanie graffiti, przejażdżka lokomotywą, konkurs oraz trasa kolejką do Tarnowskich Gór, która to nie do końca wyszła tak jak organizatorzy to zaplanowali. 


Ze skwarnego Karbia (polecam też foto-relację Marka pod tym linkiem) udaliśmy się na teren budowy nowego Muzeum Śląskiego, czyli na teren po kopalni Katowice. Mimo, że byłem tam kilkakrotnie, to wybraliśmy się tam ekipą głównie z ciekawości jak prezentują się postępy budowy wspomnianej siedziby muzeum. 
Jedną z atrakcji, oprócz zwiedzania, był pokaz wytopu żelaza jak to robiono wieki temu. Od ostatniej wizyty widać jak wiele się zmieniło - budowana jest droga będąca przedłużeniem Dudy Gracza, budynki rosną na oczach, wieża szybu Warszawa ma budowaną właśnie konstrukcję windową no i za terenem kopalni wielki plac - wyburzono strup po ciepłowni (na szczęście komin zostawiono), wyburzono garaże przy familokach na Nadgórników. Sporo się dzieje. Kilka zdjęć niżej, więcej z samej budowy w jednym z kolejnych postów.

Wytop żelaza
Kolejnym punktem w naszym programie był Nikiszowiec. Tutaj chwila na regenerację sił. Jakiś posiłek, krótki spacer, zwiedzenie wystawy, kilka zdjęć i dalej w drogę.


Na sam koniec naszej wycieczki dotarliśmy do Zabrza do skansenu Luiza - co było punktem kulminacyjnym Industriady w naszej rozpisce. Trafiliśmy na końcówkę spektaklu w klimatach stampunkowych, po której miała być uruchomiona ostatni raz w tym dniu maszyna parowa. Głównie na to czekaliśmy. Nigdy wcześniej nie miałem okazji widzieć czegoś takiego na żywo - niesamowity widok! Ukrop sto razy większy niż na zewnątrz ale warto w nim wytrzymać dla takiego przedstawienia. Pracujące tłoki, sycząca para oraz wprawione w ruch koło.
I po wszystkim, juz na spokojnie wspinaczka na wieżę szybową Luiza.  Nie jest tą z najwyższych ale widok z niej przedni - jak na dłoni widać sąsiadującą elektrociepłownię Zabrze, kopalnię Makoszowy, Bielszowice, oraz kilka szybów wystających z krajobrazu tu i ówdzie plus dwie koksownie. 

Tak jak na początku wspomniałem, impreza udana i czekam juz na następna edycję (oby dwu dniowa!).

1 komentarz: