środa, 7 grudnia 2016

Powrót do przeszłości


Jadąc wczoraj autem przez Piekary Śląskie, niezłym zaskoczeniem był wiszący szyld na jednej z kamienic - Wypożyczalnia kaset video *Grażyna*. Zatrzymałem się na miejscu, by udokumentować takie znalezisko. Od razu odżyły wspomnienia!
W latach 90 i wczesnych dwutysięcznych, chodziłem po filmy najpierw do dwóch osiedlowych wypożyczalni (jedna była ulokowana na poczcie, a druga w bloku obok - nazywała się "Ananda" - nawet pamiętam jak wygladało ich logo!). Później nastąpiła era sieciówek takich jak Video World i Cinema City.
To oczywiście nie były jedyne sposoby by dotrzeć do nowych filmów - co weekend wybierałem się na giełdę w Mysłowicach na wymianę przegrywanych kaset (zazwyczaj wchodziły po dwa filmy na jedną). Pamiętam, że w pewnym momencie cały proceder wymiany kaset nie był już tolerowany na samej giełdzie, więc cała ekipa przeniosła się 200m dalej, do zaułka między jakąś firmą produkcyjną, nasypem kolejowym i chyba garażami. Aż się tam chyba przejdę niebawem, zobaczyć jak to teraz wygląda.

3 komentarze:

  1. To są wspaniałe wspomnienia, a jeszcze wcześniej ten "czarny rynek" wymiany międzysąsiedzkiej - kolega szwagra, kolega od taty z pracy itd.! Takie filmy były głównie z niemieckim dubingiem, bo ludzie z Niemiec przywozili, a potem dawali tłumaczyć do lokalnych lektorów, co oczywiście pogarszało kopię, bo dogrywając nowy podkład trzeba było robić automatycznie kopię filmu, a już najgorzej, gdy lektor podłożył tekst zbyt cicho :/ Z wypożyczalni korzystałem głównie na Giszowcu, prowadzili to znajomi od siostry. Te czasy się skończyły, gdy założyłem satelitę z Wizja TV i odkodowanym HBO, VHS przydawał się już tylko do nagrywania z TV głównie rodzicom. Ale magnetowid stoi w domu do dziś, zabloguję coś kiedyś o tym:) Fajne odkrycie z tym szyldem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piractwo kwitło...i podczas samej wymiany kaset i podczas (tak sądzę) przygotowywania filmów na rynek polski, zauważyliście że większość z nich miała logo ITI (obecnie coś się mówi w tym kontekście o WSI i TVN) i zawsze mnie dziwiło... jakim cudem wszyscy to widzą i nikt na to nie reaguje... widać takie były rozkazy żeby nie reagować (tak jak na cinkciarzy, pod Pewexami)

    OdpowiedzUsuń
  3. wymiana kaset video była czymś niesamowicie pięknym. pamiętam, że cały proces był dość zhierarchizowany, ponieważ najpierw patrzał na moje filmy ktoś, kto miał więcej kaset i jeśli go coś zainteresowało, odkrywał swoje pudełko by pokazać. a pudełko, to było najczęściej kartonem po zakupie całego kompletu kaset. dodatkowo, pokazywało się też czy kaseta ma tzw. metalowe rolki. jeśli miała plastikowe, to choćby nagrany był największy hit zza oceanu, nikt jej nie chciał wziąć. swoistym procederem że się tak wyrażę, było nagrywanie trzygodzinne nagrywanie dzienników lub innych programów, które nie miały nic wspólnego z tym co było napisane na naklejce. naklejka z kolei, a dokładnie tytuł, musiał być wystukany na maszynie. wtedy kaseta uchodziła za wiarygodną, najlepiej jakby była jeszcze trochę przybrudzona przez użytkowanie. tytuły pisane odręcznie rzadko kiedy schodziły, bo były po prostu nie wiarygodne. wielokrotnie wciśnięto mi kit to znaczy, dostałem kasetę na której napisane było HIT, a gdy włożyłem do magnetowidu okazywało się, że jest pusta albo ma nagrane właśnie jakieś inne programy. wtedy mówiliśmy na to, że ktoś pocis mi KIT. jak można było się wymiksować z takich niespodzianek? bardzo prosto. w zasadzie na dwa sposoby. albo nagrać nowy film i być uczciwym albo przykleić nową naklejkę z wystukanym maszynowo mega hitem.
    zabloguje o tym, bo temat ciekawy.

    OdpowiedzUsuń